Na początku maja 2014
roku umówiłem się na kolejny wywiad dotyczący mojej książki Tajne operacje. PRL i UFO, w której opisuję
śledztwo w sprawie zdarzenia w Emilcinie. Miał go przeprowadzić pewien „badacz”
zjawisk paranormalnych. Gdy po wielu perypetiach w końcu dostałem pytania,
uśmiechnąłem się pod nosem, gdyż okazały się one mizerne (jaki pan, taki kram).
Zgodnie z buńczucznymi zapowiedziami „badacza” miały mnie one zapędzić w kozi
róg i udowodnić, że moja książka jest niekompletna i nie wyjaśnia sprawy z 1978
roku. W rzeczywistości poruszone w pytaniach kwestie znakomicie ukazywały
bezsilność fanatyków historii o UFO i Janie Wolskim w konfrontacji z
ustaleniami mojego śledztwa.
Gdyby tego typu pytania
zadał mi dziennikarz niezajmujący się na co dzień UFO i Emilcinem, sprawa
przedstawiałaby się zgoła inaczej. Inna byłaby też moja reakcja. Tu jednak
miałem do czynienia z aktywnym propagatorem zjawiska UFO, w dodatku już
kilkukrotnie piszącym o Emilcinie. Miałem się więc skonfrontować z kimś, kto uważa
się za fachowca w tym temacie. Ochoczo przyjąłem rzucone mi wyzwanie i dość
szczegółowo, a miejscami wręcz wylewnie odpowiedziałem na podjęte kwestie. Wspomniany
„badacz” po lekturze moich odpowiedzi chyba pojął płytkość swoich pytań, bo
ostatecznie nie podesłał mi tekstu do autoryzacji w kilku kolejnych ustalonych
przez siebie terminach. Tym samym byłem zmuszony definitywnie zakończyć z nim
współpracę.
Ponieważ pytania były
powieleniem zarzutów, które wysuwano pod adresem mojej książki na internetowych
forach ufologicznych, zdecydowałem się zredagować całość materiału, uzupełnić go
i w formie kilku wpisów zamieścić na moim blogu.
Pytanie nr 1
Dlaczego zająłem
się zdarzeniem w Emilcinie? Przecież przypadek ten był już zbadany i
udokumentowany.
Incydent w
Emilcinie postanowiłem zweryfikować właśnie dlatego, że zdarzenie to zyskało
sobie status najlepiej zbadanego i udokumentowanego przypadku UFO w Polsce.
Ciekawiło mnie, czy pod Lublinem rzeczywiście spacerowały dziwne istoty. Do
2012 roku znałem ten przypadek tylko z pozycji czytelnika, a nie badacza. Wiedziałem
o nim tyle, ile wyczytałem w książkach Zbigniewa Blani i kilku prasowych
artykułach oraz w Internecie. Podczas jednej z rozmów z Adamem Chrzanowskim, który
od lat interesuje się m.in. ufologią, podjęliśmy temat zdarzenia w Emilcinie.
Zresztą nie pierwszy raz, bo zagadka ta od lat przewijała się w naszych dyskusjach.
Tym razem było jednak trochę inaczej. Całkiem poważnie zaczęliśmy się zastanawiać,
czy przypadek ten nie mógł pełnić jakiejś propagandowej roli w socjalistycznych
mediach końca lat siedemdziesiątych. Adam zasugerował, że mogła to być
mistyfikacja dokonana przez nasze specsłużby. Ta hipoteza bardzo mnie
zaintrygowała i ostatecznie postanowiłem ją zweryfikować. Przy okazji postanowiłem
zweryfikować cały incydent emilciński oraz powiązane z nim bezsprzecznie
zdarzenia, które miały miejsce w Przyrownicy oraz w Golinie. Byłem też
niezmiernie ciekaw, jak zdarzenie w Emilcinie będzie wyglądać, gdy skonfrontuję
się z nim już nie jako pasjonat UFO (po raz pierwszy książkę Blani Zdarzenie w Emilcinie przeczytałem w
wieku 23 lat), lecz profesjonalny badacz. I tak właśnie rozpoczęło się moje
wielomiesięczne śledztwo...
Jednym z miejsc, do których dotarłem podczas śledztwa, była Przyrownica. Na zdjęciu budynek byłej szkoły (fot. Bartosz Rdułtowski) |
Pytanie nr 2
Dlaczego w książce
nie podjąłem wątku o diabelskim kamieniu, który spoczywał na polanie Jana
Wolskiego. Co sądzę o hipotezie jakoby obcy pojawili się w Emilcinie w
poszukiwaniu tego kamienia?
Obcy szukający w
Emilcinie kamienia – to bajki, i to takie dla małych dzieci. Do tej pory
wiarygodność i wyjątkowość zdarzenia w Emilcinie opierała się na wiarygodności
i rzetelności dochodzenia, jakie w Emilcinie przeprowadził Zbigniew Blania, łódzki
ufolog (z wykształcenia socjolog). W mojej książce udowadniam NIEZBICIE, że jego
dochodzenie było ukierunkowane jedynie na potwierdzenie wiarygodności zajścia w
Emilcinie. Ono było zwyczajnie tendencyjne – to jest sprawa w tym momencie
bezdyskusyjna, a zarazem kluczowa dla nowej oceny tego przypadku! Tymczasem
niektórzy ufofani jako kontrargument wysuwają sprawę jakiegoś głazu. To, że
miał on ponoć magiczne właściwości, potwierdził tylko Jan Wolski, zaś hipoteza
jakoby miał pełnić rolę drogowskazu dla kosmitów jest… bądźmy poważni! Chyba że
ktoś dysponuje jakimiś namacalnymi i możliwymi do weryfikacji dowodami na
niezwykłość tego głazu. Nawet tak wychwalany przez wszystkich Blania potraktował
sprawę głazu jako infantylną i nic niewnoszącą do całej historii – czy wręcz
jako ją ośmieszającą! Blania zupełnie ją zignorował i ja go w pełni rozumiem. A
proszę mi wierzyć, gdyby tylko ta sprawa w jakikolwiek sposób mogła podnieść
wiarygodność zdarzenia w Emilcinie, Blania nie omieszkałby tego wykorzystać.
Poza tym historia z tzw. czarcim kamieniem z Emilcina była lansowana przez
Kazimierza Bzowskiego jako jego „trzy grosze” w zajściu emilcińskim. A tego, co
mówił i pisał Kazimierz Bzowski – co ze smutkiem stwierdzam – w żadnym razie
nie można brać poważnie. Oczywiście podczas mojego śledztwa zapoznałem się z
historią kamienia, ale nie znalazłem w niej nic, co by mnie zainteresowało w
kontekście domniemanego spotkania z kosmitami. Dlatego też nawet o tym w
książce nie pisałem.
![]() |
Zdjęcie "diabelskiego" kamienia z Emilcinia (archiwum Krzysztofa Drozda) |
![]() | |
|
Zaprawdę powiadam ufologia tylko z zewnątrz może wyglądać dla poważnego człowieka jako coś choć odrobinę ocierające się o naukę jednak z czasem gdy zagłębia się ten temat, poznaje się co tak naprawdę w trawie piszczy, a nie jest to nic dobrego. Poza bajkami o szarych ludzikach przewijają się Reptilianie, ale to wszystko tylko po to aby uderzyć z grubej rury z wiejskim folklorem o diabelskich kamieniach... przecież to zakrawa o śmieszność, jak można pytać się B. Rdułtowskiego o taką bzdurę wyssaną z palca. Chyba każda wioska ma swój diabelski kamień... a już abstrahując od tego nawet to się nie trzyma kupy. Po jaką cholerę obcej wysoko rozwiniętej rasie poruszającej się pojazdem, który potrafi rzekomo zmieniać fizykę (windeczk i szpagatki się kłaniają), dodam do tego pojazdem, który swoim kształtem wywoływałby tak ogromne tarcie, a zarazem potrafi w mgnieniu oka zniknąć w bezkresie nieba używaliby do nawigacji... kamienia. Nawet my, tak zacofana cywilizacja w stosunku do obcych na dobrą sprawę nawet nie potrzebujemy dziś map do nawigacji, nawet na statkach, cóż jak widać my prymitywni potrafiliśmy wynaleźć GPS czym pewnie wyprzedzamy kosmiczną rasę o tysiące lat w dziedzinie nawigacji skoro oni są nadal w epoce można by tutaj rzecz kamienia łupanego. Estetyka wnętrz też u nich kuleje, skoro w środku wszystko było ciemne z samymi ławeczkami na szpagatkach. W sumie to współczuje biednym obcym, przez zapewne dość długo trwającą podróż kosmiczną ani na chwilę nie mogą wypuścić z rąk sopla oraz pałeczki skoro nic więcej się tam nie znajdowało. Na koniec dodam, że na jednym z for natrafiłem na teorię mówiącą, że obcy z Emilcina przylecieli na łączką aby wymienić jakąś część w kamieniu, po zakończonej pracy przechadzali się po okolicy i trafili na Wolskiego i postanowili go zbadać. Wszystko ładnie pięknie, ale gdzie dowody? Ani razu nie padł choćby jeden konkret, a bardzo chciałbym go usłyszeć szanowni ufolodzy. Brak dowodów to Wasza największa bolączka w każdej sprawie. Z tym, że zeznanie świadków to nie dowód, zapamiętajcie to dobrze raz na zawsze.
OdpowiedzUsuńKolejne pytania - które już niebawem opublikuję - były jeszcze "sprytniejsze" :-) Bo jeśli ja udowadniam, że w Emilcinie musiało dojść do mistyfikacji - bo ewidentnie musiało - a badacz zjawisk paranormalnych pyta mnie jak wytłumaczę ślady w zbożu, to autentycznie nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. Czy ludzie już zupełnie zatracili zdolność logicznego myślenia?
Usuńw sumie dziekuje:) na jedno szkoda, bo sprawa emilcina meczyła mnie lata całe, a teraz... dowody z ksiązki sa mocne... koniec emilcina :(
OdpowiedzUsuń